Po co tak gnamy?!

Jakiś czas temu, przeglądając gazety w saloniku prasowym, w jednej z nich natknąłem się na list jednego z czytelników. Zaciekawił mnie bardzo mocno, ponieważ dotyczył m.in. tempa życia, w jakim funkcjonujemy. Współczesne tempo życia można określić na wiele sposobów. „Zabójcze”, „dynamiczne”, „zawrotne”, „wyniszczające” – to kilka epitetów, jakie nasunęły mi się na myśl. Po przeczytaniu wspomnianego listu, zacząłem się mocniej zastanawiać, czy słowa czytelnika nie są czasem prawdziwe. 

pocognamy-01
 

 

 

 

 

 

 

 

W ogromnej mierze muszę się z nimi zgodzić. Rzecz jasna, nie jest to wyłącznie nasza wina, że coraz rzadziej jesteśmy w stanie zwolnić nasze obroty, choć na chwilę. Warunkiem naszej egzystencji na satysfakcjonującym nas poziomie jest poświęcenie w jakimś stopniu życia na pracę. Jest to w pełni zrozumiałe. Abyśmy mogli korzystać z
dobrodziejstw cywilizacji, wielu możliwości wypoczynku, musimy poważnie potraktować pracę zarobkową. Niezależnie od tego, czym się zajmujemy (pracownik etatowy, samozatrudnienie, własny biznes czy też bycie profesjonalnym inwestorem). Dotyczy to także cenionych dziennikarzy, prezenterów telewizyjnych, wyczynowych sportowców, gwiazd scen wszelakich. Jest nas wielu, jak się okazuje!

Problem zaczyna się jednak, gdy praca i związany z nią pośpiech stają się „najważniejszą treścią życia”. Wówczas bardzo często zapominamy, jak istotna jest zaduma nad życiem, prostota, chwile z najbliższymi, przyjaciółmi. Wpadamy w kołowrót, który trudno zatrzymać. Zatracamy się w tej współczesnej pogoni za pieniędzmi, statusem społecznym, prestiżem. Łatwo wtedy przeszarżować i zapomnieć o innych sprawach. Stąd też nierzadko niewiele dzieli nas od wypalenia zawodowego,
chronicznego przemęczenia. Dlatego też nie zgadzam się ze zdaniem, podejściem, z którym wielokrotnie się spotkałem. Mianowicie, „praca powinna być naszą największą pasją!” Z pewnością powinna sprawiać nam radość, dawać satysfakcję. To istotna różnica w podejściu do kariery zawodowej. Zastanówmy się jednak, jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby podejście, z którym się nie zgadzam, było uważane za jedyne słuszne. Gdzie zatem miejsce dla rodziny, zainteresowań niezwiązanych z pracą, spacerów przed siebie? Co zatem z osobami, dla których największym sukcesem życiowym będzie rodzina, niekoniecznie kariera zawodowa na wysokich obrotach?

pocognamy-02

 

 

 

 

 

 

 

Obiema rękoma podpisuję się pod biblijnymi słowami, głoszącymi, że „nie samym chlebem żyje człowiek” (ŁK 4, 1-13). Ważna jest dla mnie zarówno praca, sukcesy, jak i relacje z najbliższymi, czas na refleksję. Niczego nie chcę zaniedbać. Jeżeli w pewnym momencie mojego życia praca stanie się wartością samą w sobie, będzie to dowód, że zabrnąłem w ślepy zaułek. Będzie to przypominać drogę prowadzącą do grobu z mamoną na horyzoncie.

Jestem zdania, że gdy spotkają się mądrzy ludzie, nie trzeba rezygnować ani z kariery zawodowej, ani życia prywatnego. Wierzę, że wszystko można ułożyć w harmonijną całość. Nie będzie to wcale „zgniły kompromis”. 

Nie zamierzam dopuścić do sytuacji, w której najbliżsi i przyjaciele będą wpisywać w kalendarz moje wolne terminy. Nie chcę też, by moja podobizna w portfelu oprócz liczenia gotówki, była jedyną formą przypomnienia, jak wygladam. Kalendarz, komórka, dostęp do internetu, nowoczesne gadżety mają ułatwiać życie, a nie zabierać autentyczne relacje z bliskimi osobami. Obiecuję ze swojej strony, że jeśli zobaczę kogoś z moich znajomych gnających na przysłowiowe złamanie karku, zapytam wtedy: „Po co się tak spieszysz? Nie szkoda Ci życia?” Nie zamierzam również angażować się w dziesiątki projektów za wszelką cenę, aby mieć tzw. „dobry PR”. Będę się angażować się jedynie w przedsięwzięcia, które naprawdę mnie fascynują. Zdaję sobie w pełni sprawę z tego, że olśniewająca kariera jest „współczesnym fetyszem”. Dla wielu obserwatorów osoba, która nie zapisała po swojej stronie oszałamiającego sukcesu, jest nierzadko „niedoróbką”. Jeśli chodzi o mnie, nie macie do czynienia z fetyszystą. Znam bowiem wiele karier, które nie ograniczały wcale np. życia rodzinnego. Zadowolę się sukcesem osiągniętym dzięki małym, systematycznym kroczkom. Nie muszą być one koniecznie widoczne dla szerszej publiczności. Wierzę, że „ciszej jadąc, dalej zajdziesz”. 

pocognamy-03

 

 

 

 

 

 

 

Celem mojego tekstu było zakpienie z obserwowanych przeze mnie postaw, które mogą na dłuższą metę zaszkodzić. Są bowiem przyczyną m.in. alkoholizmu, wspomagania się antydepresantami, depresji, wypalenia zawodowego, impotencji itp. Wszystkim bez wyjątku życzę sukcesów i radości z życia prywatnego.

PS. Dzieląc się z Wami moimi przemyśleniami, miałem w głowie jeszcze echa sukcesu polskich siatkarzy. Po decydującym meczu, zakończenie reprezentacyjnej kariery zapowiedzieli m.in. Mariusz Wlazły i Michał Winiarski. Powody? Z jednej strony, trudno wyobrazić sobie lepszy moment na odejście niż tytuł mistrza świata. A z drugiej, chęć poświęcenia się rodzinie, potrzeba spokoju. Dlatego też uważam, że jako fani nie mamy prawa domagać się zmiany decyzji. To ich życiowa droga, nie nasza. W zamian za to powinniśmy uszanować ich zdanie i podziękować za chwile wzruszeń. Dlatego chłopaki – dziękujemy! Wracajcie do rodzin, przydomowych ogródków. Bawcie się życiem, to Wasz moment!