Kiczowy tytuł prawdziwej historii

Historia zwykła, przeciętna. Pewnego dnia przeszłam przez drzwi uczelni. Zaciekawiona, ale zdezorientowana. Trochę zagubiona. Usiadłam między obcymi ludźmi. Nieśmiało przyglądałam się wszystkiemu co działo się wokół mnie. Słuchałam i przyglądałam się. Wyciągałam wnioski. Aż pewnego dnia wstałam. Przerażona zrobiłam pierwszy krok. Przełamałam lody.  Udało się!  Nagle poczułam, że mogę wszystko. Ale… rozejrzałam się… zaraz… zaraz… Nie jestem sama. Są inni. Może być nas więcej! Damy radę! Im więcej nas tym lepiej. Pozytywnie zakręceni. Z pasją. Zmieniamy to co mamy tu i teraz na lepsze. Dokładnie tak. Niech inni wiedzą o możliwościach jakie odkryłam. 

Niby nic, a tak to się zaczęło…

Wstąpiłam do klubu z bardzo niskich pobudek. Chodziło mi głównie o pracę nad autoprezentacją, aby lepiej prezentować się u klienta. Mogłam iść na szkolenie, ale one są bardzo drogie. Kalkulowało mi się bardziej wstąpić do klubu. W końcu składkę płaci się raz na pół roku. Po za tym mogę mieć jakiś normalniejszych znajomych – przynajmniej są bardziej podobni do mnie. Kolejnym argumentem jaki wzięłam pod uwagę to inne warunki nauki. Nigdy nie lubiłam suchej teorii, a tu wszystko bazuje na wdrażaniu jej w praktyce. 

kiczowy-tytul-01

Jesteśmy inni, a jednak tacy sami.

Mój rozwój zajął mi dużo czasu. Możnaby powiedzieć, że byłam “trudnym dzieckiem”. Chodź mój mentor oczywiście mi zaprzeczy i powie, że nie. Podaje prosty powód – bardzo chciałam uczyć się. To prawda. Byłam i nadal jestem świadoma swoich mocnych i słabych stron. Zrealizowanie podstawowych ścieżek zajęło mi dwa lata. Długo. Niektórym zajmuje to rok. Wszystko dlatego, że każdy z nas ma swoje tempo. Nie chodzi o to, aby po przystąpieniu do klubu stać się kolejnym Martinem Lutherem Kingiem. Ani o przejście ścieżek w zatrważającym tempie bo są banalne. Chodzi głównie o wychodzenie ze swojej strefy komfortu. Jednemu idzie to lepiej, a innemu gorzej. W dużej mierze polea to na poznawaniu siebie, swoich granic i przekraczaniu ich. Żaden opis tego nie odda. Wszytko staje się jasne dopiero, gdy zaczynamy rozwijać się. W moim przypadku okazało się, że owe granice były bardzo wąskie. Ciężko uwolnić się z takich więzi. Dlatego poszerzałam swoje granice wolno, bo raz w miesiącu. Największym plusem była ta systematyczność. Natomiast później wraz z zwiększaniem pewności siebie, rosnącym doswiadczeniam i ambicjami robiłam to w różnych odstępach czasu. Największym moim wyzwaniem była 10. mowa. Zwięczenie podstawowej ścieżki kompetentnego mówcy. Była tym bardziej stresująca, że to już jest inspirowanie ludzi do działania w praktyce.

kiczowy-tytul-03Pierwsze ściany

Gdy zaczęłam mówić o klubie ludzie dziwnie patrzeli na mnie. Mówili “to brzmi jak sekta, pranie mózgu”. Zabolało. Przecież  klub różni się bardzo od sekty. Przede wszystkim tym, że z sekty wychodzi się nogami do przodu. Nie z głową podniesioną do góry i z nabytymi cennymi umiejętnościami. Może te wszystkie opinie sprawiały poniekąd, że mój rozwój był zahamowany. 

Możemy w klubie powiedzieć: co nas obchodzą ludzie mówiący o nas w ten sposób? niech mówią co chcą! nie obchodzi nas to. Natomiast tacy ludzie robią nam czarny PR. Zastanawiam się czy aby napewno nikomu nie musimy nic udawadniać? Przecież na codzień udawadniamy naszym klientom czy potencjalnemu szefowi, że jesteśmy kompetentni. Udawadniamy? Przekonujemy do siebie? Tak samo jest z naszym klubem. Dlatego mamy wice prezesa ds PR, który prężnie dba o dobry wizerunek klubu. To istotna część naszego klbu. Pomijając fakt, że każdy z członków jest odpowiedzialny za ten wizerunek.
Zaczęłam się zastanawiać co jest nie tak. Co może powodować, że ludzie odbierają nas w ten sposób? Myślałam, myślałam i mnie olśniło. Wiem! Są nie doinformowani. Nie mają wystarczającej wiedzy na ten temat. Po prostu. Także nie przejdą przez drzwi uczelni, ponieważ przepełnia ich paraliżujący strach. Też bałabym się pójść tam, gdzie jest podejrzenie o działanie sekty. Natomiast ewangelizowanie i namawianie ludzi nie pomoże. Tylko pogorszy sytuację. Dlatego dobrze jest dać ludziom dziurkę od klucza, przez którą mogliby nas podglądać. 

 

kiczowy-tytul-04

 

 

 

 

 

 

 

Co to mogłoby być? Są różne sposoby. Gościnne wystąpienia na innych imprezach, demo meeting – wszędzie gdzie tylko się da. Natomiast takie rzeczy nie zawsze trafią do każdego. Niektórzy i tak szukają kolejnych informacji. Nie zawsze rozmawiają. W tych czasach głównym źródłem informacji jest Internet. Taka jest prawda. Dlatego prężnie staram się rozwijać klubową stronę. Publikować artykuły o różnorodnej tematyce. Głównie o tym czym zajmujemy się na spotkaniach, jaki jest ich cel czy tematyka. Dokładnie tak. Wszystko po to, aby przybliżyć ludziom nasz klub. Aby zobaczyli co on przede wszystkim daje. Pewność siebie, skupia wartościowych ludzi i rozwija to co najważniejsze – komunikację. Każdy kto tutaj przychodzi ma bezpieczną przestrzeń, aby pracować nad sobą. Wystarczy chcieć. 

kiczowy-tytul-02

 Dlaczego nie?

Uważam, że dzielenie się swoim doświadczeniem może mieć wpływ na pozytywny wizerunek klubu. Nie zawsze mamy czas, umiejętności, ale zawsze dajemy radę ze wszystkim. Potrafimy zorganizować się, wycisnąć z doby dodatkowe godziny. Czasami robimy rzeczy z pozoru niemożliwe – np. spotkanie Briana Tracy. Jak to udaje się nam? Gdy patrzę po ludziach i na siebie odpowiedź jest prosta – zależy nam. To sprawia, że szukamy właściwych rozwiązań. Nie zawsze chodzi o wymierne zyski – nowe umiejętności, poszerzanie kompetencji zawodowych i wpisywanie sobie perełek do CV, uczenie innych czy czerpanie przyjemności z np. pisania. Dlaczego nie rozwijać się w kolejnej dziedzinie? Dlaczego nie mam dzielić się swoim doświadczeniem? Dlaczego nie mam pomagać innym w odnajdowaniu własnej ścieżki? Dlaczego nie mam zachęcać, aby dana osoba weszła na swoją ścieżkę rozwoju osobistego? Chcę wypełniać ludzi odwagą i motywować by nigdy z niej nie zeszli. Nie widzę argumentów, które byłyby przeciw.

Mam marzenie: to co opublikujemy na stronie sprawi, że chociaż jedna dusza zechce zmienić swoje życie na lepsze. Przejdzie przez drzwi. Usiądzie między nami i zostanie. Kto wie? Może będzie to kolejny Jobs, Disney czy Tracy…